Morskie Oko - staw mniejszy, 1956 i 2015
"wczoraj":
źródło: nac
autor:
Tagi
ztm (258)
tramwaj (157)
zima (117)
dziecko (113)
koń (94)
autobus (90)
drzewo (78)
trakcja tramwajowa (66)
śnieg (65)
Ostrzelane (60)
kościół (59)
szkoła (53)
rower (42)
wojsko (37)
budowa (35)
ruina (32)
drzewa rosną (29)
wehrmacht (29)
gtwb (26)
kwiat (26)
samochód Warszawa (26)
fort (25)
kot (25)
samochód (25)
kolejka (25)
popraw (22)
panorama (21)
kapliczka (19)
wózek dziecięcy (19)
bluszcz (18)
film (18)
sport (18)
samolot (17)
pies (17)
pałac (15)
tabliczka adresowa (15)
czołg (15)
staw (14)
remont (13)
126p (12)
bazar (12)
powódź (12)
Fotografowie
do ustalenia (480)
Referat (191)
NN - źródła niemieckie (154)
Grażyna Rutowska (98)
Zbyszko Siemaszko (62)
Zbigniew Dłubak (25)
Roman Banach "Świerk" (23)
Czesław Olszewski (13)
Tomasz Zarycki (13)
Ryszard Bielawski (12)
Zofia Chomętowska (9)
Janusz Smogorzewski (9)
Jacek Sielski (9)
Stefan Bałuk „Kubuś” „Starba” (8)
Karol Pęcherski (7)
Ryszard Świderski (7)
Jarosław Tarań (7)
W. Kędzierski (6)
Stefan Rassalski (6)
Maria Chrząszczowa (5)














Komentarze
Jacek Okurowski
Sat, 04/23/2016 - 00:45
Permalink
Fabryczka
Miejsce to przez dzieciarnię z Grottgera nazywane było jeszcze wiele lat po wojnie "jeziorkiem" albo "fabryczką", bo starsi wspominali o funkcjonującym tam kiedyś zakładzie, a przed uporządkowaniem terenu do postaci widocznej na dolnym zdjęciu w pobliżu wody wyglądały spod trawy resztki posadzek i fundamentów dawnych urządzeń. Do oczka wodnego od strony ul. Spacerowej prowadził zasypany ceglany kanał. Zapewne była to cegielnia eksploatująca też pobliską gliniankę przy Dworkowej. Małe jeziorko również wyglądało na gliniankę i chodziły słuchy o jego nadzwyczajnej głębokości. Podawano nawet fantastyczną wielkość 16 m. Nieżyjący już kolega Leszek Mizerski z Grottgera 1 postanowił to sprawdzić. Próba wyglądała dokładnie jak na pierwszym zdjęciu. Gdy się wynurzył, otworzył dłoń, żeby pokazać próbkę gruntu, ale nic w niej nie miał. Mówił, że wypłukało się po drodze. A poza tym można tam było złapać karaski. Ale nie było ich dużo. W ostatnich latach "fabryczka" bardzo się spłyciła, zanoszona piachem przez wody opadowe.
Jacek Okurowski
Tue, 05/10/2016 - 01:23
Permalink
Drobna poprawka
To już tylko nieistotny dzisiaj szczegół, ale kiedy pomyślałem raz jeszcze o "fabryczce", to przypomniałem sobie że starsi określali ją jako fabryczkę papieru. Tak też jest nazwana we wspomnieniach pani Marii Walawskiej nagranych dla Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego. O zakładzie produkcji opakowań papierowych w rejonie Belwederskiej wspomina też inne źródło. Ale i cegielnia musiała tam wcześniej działać, bo i skąd by się wzięło takie głębokie wyrobisko.
Skomentuj