2 września
"pamiętam, te wybuchy artyleryjskie, to znaczy takie obłoczki pokazujące się na niebie i potem grad odłamków spadających. My, dzieci, zbieraliśmy te odłamki, niektóre jeszcze gorące, co było zajęciem dosyć głupim, dlatego że te odłamki były czasem dosyć spore, wielkości powiedzmy czterech kostek cukru czy sześciu kostek cukru, więc jakby taki kawałek stali rozszarpanej spadł na głowę, to mógł zrobić dużą krzywdę. Więc to było takie widowisko - te walki powietrzne i te obłoczki. A druga rzecz - dosyć szybko - tak, to było chyba jeszcze w czasie nalotów - zapalił się tam pałac w Królikarni. Mieszkaliśmy poniżej tego pałacu. Pamiętam pożar Królikarni, słup ognia bijący z kopuły głównej tego pałacu."
https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/leszek-kosinski,274.html

Skomentuj