Zajączkowska - Spacerowa - Stauferkaserne
"na Dworkowej uliczce (jak pałac Szustra, park) na dachu stoi karabin maszynowy. Oni strzelali w kierunku na Belwederską. Jak ona z rozmawiała z Niemcami, to oni mówią: Raus, żebyśmy uciekali. Gdzie my mamy uciekać? Oni nam każą uciekać, a my z tych nerwów nie możemy z miejsca ruszyć. Dziecko koło mnie miało cztery i pół roku, wreszcie Niemcy krzyczą, żebyśmy już uciekali. Tam teraz jest ładnie zrobione, a wtedy był staw (glinki się nazywały). Można było przejść do ulicy Chocimskiej, do Willowej. Wtedy zaczęliśmy uciekać. Ogrodnik miał piękne kwiaty i my przez ten jego ogród przebiegaliśmy, a oni zaczęli już do nas strzelać. Szybko, szybko i uciekliśmy na ulicę Spacerową. Teraz z tyłu tej ulicy jest ruska ambasada i tam były dwa bloki. Jeden był już wykończony, zamieszkały. Mieszkały tam umundurowane Niemki, a ten drugi był budowany przed wojną i niedokończony. Nie było okien tylko zewnętrzne mury i wewnątrz przegrody na lokale. Jak on strzelał do nas z góry, to my się do tego domu wszyscy wtłoczyliśmy i tam siedzieliśmy. Ani wody, ani picia, ani jeść i siedzimy tam wszyscy. Mężczyźni w karty grali, bo już nie wiedzieliśmy, co ze sobą robić. Naprzeciwko Belwederu gdzie dawniej mieszkał Rydz-Śmigły, kwaterowali Ukraińcy, którzy byli w niemieckim wojsku. (...)
Ja go na ręce, a oni mi wyrywają dziecko, że to nie jest moje. Miałam wtedy niecałe dwadzieścia cztery lata. Odrywają dziecko ode mnie, ale widzą, że ten dzieciak musi być mój skoro mnie za szyję chwyta i trzyma się mnie. Wreszcie pytają się czy mam męża. Mówię, że mam. Czy na Deutschland. Mówię, że nie, tutaj mam męża. Sąsiad to usłyszał i mówi do męża: „Idź – mówi – zobacz, koło twojej żony kręcą się ci żołnierze”. Mój mąż przyszedł do mnie. „Twoja żona?”. – „Moja”. Odwrócił karabin, uderzył go dwa razy po plecach i doszedł do drugiej pani, ale tamta była uciekinierką ze Lwowa i znała ich po rozmowie. No i jedna pani (też mieszkała w tym bloku, gdzie my) z nami razem była, samotna, starsza pani i miała złoty zegarek z bransoletką. Doszła do tych żołnierzy, zdjęła zegarek i wręczyła im, żeby nas zostawili. Rzeczywiście ten zegarek nas uratował. Oni wzięli ten zegarek, popatrzyli: bransoletka, zegarek, zabrali się i poszli. My w tym czasie mówimy: „Już nie mamy wyjścia. Jak jedni byli i zobaczyli, to przyjdą inni i znowu będą nas rabować albo jeszcze coś innego”. Wtedy uciekliśmy. Gdzie my mamy uciekać? Uciekliśmy do takiej krótkiej uliczki – Olszewskiej, [odchodzi] od Puławskiej na przeciwko Rakowieckiej. Mówimy: „Uciekamy do Niemców”. Na Puławskiej były nasze dawne koszary, a później Niemcy tam byli. Uciekamy do Niemców, bo z nimi to już nie jest tak tragicznie jak z Ukraińcami."
Władysława Fotek, Archiwum Historii Mówionej, 1944.pl
Na marginiesie: od 1916 do końca okupacji obszar aż do Belwederskiej należał do Mokotowa.










Skomentuj