Obecny Skwer Broniewskiego-Orszy d. Stachiewicza
"przed oknami naszej kwatery, na obecnym skwerku między Dąbrowskiego a Różaną, na chodniku leżały trzy trupy cywilów, zastrzelone, nim myśmy tam byli. Chwilami w dni, które były gorące, człowiek myślał, że one się ruszają biedne. Oczywiście to były trupy. Któregoś dnia, później w sierpniu, ekipa Czerwonego Krzyża sprzątała trupy wszędzie, gdzie mogła je znaleźć, gdzie były widoczne. Jak się wychylili, to był cudowny marsz, takiego marszu nie widziałem nigdy, nawet wykonanego na filmie. (..) Był księżyc i dymy. Na tle księżyca i dymów posuwała się wielka chorągiew Czerwonego Krzyża i sunąca ekipa sześciu osób. To nie był marsz, to było posuwanie się, to był ruch tak zwolniony, jak normalnie nikt nie zwalnia, nawet na pogrzebie. To było nadzwyczajne. (...) I oczywiście z chorągwią Czerwonego Krzyża weszli na Puławską. Stałem przed kwaterą i widziałem to. W tym momencie zostali ostrzelani ostrzegawczo przez Niemców. [Strzelali] nie do nich, ale na jezdnię czy w powietrze. Musieli się wycofać, a myśmy te trupy mieli przed nosem, o trzydzieści metrów, przez siedem tygodni."
Relacja Andrzeja Żółtowskiego, Archiwum Historii Mówionej, 1944.pl









Skomentuj