Ludu Warszawy do broni!
"dostaliśmy przez łączniczkę rozkaz wyjazdu na Służew. O ile dobrze pamiętam, to chodziło o ostatni przystanek tramwajowy i tam dalsze rozkazy mieliśmy dostać. To było już pod wieczór i rzeczywiście nim się dostaliśmy na Służew, na ten ostatni przystanek tramwajowy, to było za piętnaście, czy za dwadzieścia minut dziewiąta, która wtedy, o ile dobrze pamiętam, była godziną policyjną. Na tym przystanku był dowódca kompanii, którego nie znałem, konspiracja była dosyć ścisła. Natomiast dowódca mojej sekcji go znał i otrzymaliśmy rozkaz przenocowania na polach żeby nie wracać już po godzinie policyjnej do Warszawy, bo to się wiązało, z co najmniej aresztowaniem, a myśmy byli ubrani [nie tak jak normalnie], jakieś chlebaki ze swetrami. Poszliśmy na te podwarszawskie pola, w stronę Wilanowa i zastał nas tam nalot sowiecki. To było coś wspaniałego, bo to były z jednej strony reflektory, z drugiej lampiony, które lotnicy zapalili i olbrzymia palba artylerii przeciwlotniczej. Piękny widok, tylko potem te odłamki spadały na ziemię, więc to było dosyć niebezpieczne. Myśmy leżeli, przykryliśmy sobie głowy naszymi chlebakami z jakimiś swetrami, z tym wszystkim i tak żeśmy dotrwali do brzasku, do piątej. Zdaje się o piątej kończyła się godzina policyjna, albo o szóstej, nie pamiętam już tego i wtedy wróciliśmy do domu… (...) Tak na marginesie jeszcze chciałem dodać, że sowieci zrzucali na Warszawę ulotki nawołujące do Powstania i to nie jest tak, że ja słyszałem o tym, tylko miałem te ulotki w ręku. Niestety spaliło wszystko razem z moim domem, ale w każdym bądź razie nawet pamiętałem pierwsze słowa: „Ludu Warszawy do broni! Armia radziecka jest u bram Warszawy…” i tak dalej. "
Konrad Stanisławski „Pilawa”, Archiwum Historii Mówionej, 1944.pl
Na zdjęciu prawdopodobne miejsce z relacji - Szopy Polskie










Skomentuj